Interpelacja w sprawie radarowego pomiaru prędkości

Wspólnie z Panem posłem Łukaszem Krupą przygotowaliśmy projekt interpelacji dotyczący sposobu przeprowadzania kontroli radarowych.

Poseł na Sejm
Rzeczypospolitej Polskiej
Łukasz Krupa

Szanowna Pani Marszałek!

Na podstawie art. 192 Regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (MP z 2002 r. Nr 23, poz. 398 ze zm.), kieruję do Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej Pana Nowaka interpelację w sprawie radarowego pomiaru prędkości na drogach w Polsce.
Nie ulega wątpliwości, że kontrole radarowe są konieczne celem poprawy bezpieczeństwa na drogach. Negatywnych skutków błędów w tych kontrolach nie mogą jednak ponosić uczestnicy ruchu drogowego, którzy stosują się do ograniczeń prędkości czy ci, którzy łamią je, ale w stopniu mniejszym niż wskazywałby na to pomiar prędkości. Nierzadko, ma miejsce sytuacja, w której kierowcy wyłapywani są spośród dużej grupy samochodów przemieszczających się równocześnie po dwupasmowej drodze. Wątpliwość budzi fakt skąd kierowca może mieć w takiej sytuacji pewność, że pomiar wskazany mu na radarze dotyczy jego pojazdu. Pojazdy poruszające się w kolumnie mają zbliżoną do siebie prędkość, najczęściej niewiele się od siebie różniącą. Precyzyjne namierzenie i wybranie konkretnego poruszającego się pojazdu nawet za pomocą lasera wydaje się zadaniem, które mogłoby sprawić trudność specjalnie wyszkolonym snajperom.

Równie istotny, zgodnie z informacją od producentów, jest kąt pod jakim ustawiony jest radar w chwili wykonania pomiaru. Policjanci lub inne służby dokonujące pomiarów zwykle starając się ukryć swoją obecność, stoją często w odległości blisko 10 m od krawędzi drogi, mierząc prędkość radarem przywiązanym do radiowozu kablem zasilającym. Nierzadko również kierowca zatrzymywane jest zaraz po opuszczeniu zakrętu, czyli w sytuacji, w której policjanci mogli wychwycić jego obecność wyłącznie za pomocą radaru. Wydaje się, że aby policjant zmierzył ze 100% pewnością prędkość kierowcy powinien on stanąć dokładnie na środku pasa ruchu, co oczywiście nie zawsze jest możliwe.

Problematyczne wydaje się również mierzenie prędkości, na krótkim odcinku, przez więcej niż jedno urządzenie rejestrujące. Popularne w ostatnimi czasie staje kontrolowanie kierowców za pomocą fotoradarów „kaskadowych”. Nie trzeba być jednak fizykiem, aby wiedzieć, że umieszczone na jednym odcinku drogi urządzenia radarowe działające w tym samym paśmie mogą się wzajemnie zakłócać. Jaka jest tutaj pewność kierowców, że w ich przypadku nie miała miejsca taka sytuacja.
Przedstawiając zwięźle wątpliwości wielu kierowców, uprzejmie proszę o odpowiedź na pytania:

1. Skąd zatrzymywany kierowca ma mieć pewność, że pokazany mu przy zatrzymaniu pomiar dotyczy właśnie jego pojazdu, a nie innego jadącego po tej samej drodze?
2. Jaka jest możliwość błędnego wyniku pomiaru w przypadku wykonania pomiaru pod kątem innym niż 0º i w jaki sposób może w takiej sytuacji bronić się kierowca?
3. Skąd pewność, że w przypadku wykonywania pomiarów metodą „kaskadową” nie występują zakłócenia między urządzeniami wpływające na jego wynik?

Fotoradar to nie skarbonka

Niespełna dwa tygodnie temu Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej przedstawiło na posiedzeniu plenarnym Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego projekt Narodowego Programu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego 2013-2020. Projekt został przez KRBRD przyjęty i przekazany do konsultacji społecznych.

Bezdyskusyjny jest oczywiście fakt konieczności poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach. Kontrowersje wzbudzać może jednak sposób w jaki rząd zamierza tego dokonać. Po przebrnięciu przez ponad 50 stron rządowego projektu można odnieść wrażenie, że niemal wyłączną przyczyną wypadków są prędkość kierowców oraz wszechobecni piesi. Program Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zamierza zwiększyć nasze bezpieczeństwo głównie poprzez zaostrzenie istniejących przepisów oraz stworzenie nowych regulacji prawnych.

Jako najważniejsza przyczyna wypadków, zapewne słusznie, wskazana została nadmierna prędkość kierowców. Pod takim też sztandarem projekt ten został przedstawiony przez wszystkie media. Służyć ma temu podniesienie wysokości mandatów drogowych i budowa systemów fotoradarów. Jednym z pomysłów twórców rządowego projektu jest odbierania prawa jazdy na krótki okres czasu kierowcą, którzy przekroczą dwukrotnie dopuszczalną prędkość. W teorii wszystko wygląda świetnie, pytanie jednak jak będzie to wyglądało w praktyce. Jaką możemy mieć gwarancję, że rozbudowa sieci fotoradarów zostanie dokonana w sposób faktycznie poprawiający bezpieczeństwo na drogach. Obecnie duża część fotoradarów umieszczona jest w miejscach gdzie występuje znikome zagrożenie dla życia czy zdrowia, ale gwarantuje znaczące wpływy do budżetu Państwa. Może więc nie należałoby stawiać nowych fotoradarów, a w bardziej odpowiedni sposób wykorzystać te istniejące.

Również ważnym problemem jest jednak stan dróg w naszym kraju. Nie można oczywiście stwierdzić, że rządowym program nie dostrzega problemu jakości polskich dróg. W programie znajduje się nawet osobny rozdział, poświęcony tej kwestii. W przeciwieństwie jednak do programu walki z nadmierną prędkością, nie ma jednak żadnych konkretnych pomysłów na poprawę sieci dróg. Czytając projekt można odnieść wrażenie, że jest on bardzo podobny do obietnic składanych przez posłów podczas kampanii wyborczych. Wymieniono wiele problemów, napisano co należy zmienić, ale brak jest konkretnych pomysłów na ich rozwiązanie. Przecież to, że jest źle i co powinno się zmienić wie każdy kto miał tę wątpliwą przyjemność poruszania się po polskich drogach.

Zdjęcie z fotoradaru dopiero w sądzie.

W obowiązującym stanie prawnym właściciel pojazdu, który otrzymał mandat na podstawie zdjęcia z fotoradaru, nie ma możliwości zobaczenia fotografii dokumentującej popełnione wykroczenie przed ewentualnym postępowaniem sądowym. Z całą pewnością nie jest to regulacja czyniąca zadość zasadą słuszności czy sprawiedliwości. Problem ten był już przedmiotem interpelacji skierowanych do Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, jednakże żadna z nich nie przyniosła zamierzonego rezultatu. Odpowiedź Pana ministra potwierdza tylko, że Inspekcja Transportu Drogowego oraz policja działają w granicach określonych przepisami prawa.

Mając na uwadze  wyłącznie obowiązujące przepisy prawa, w tym m.in. rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 22 lutego 2002 r. w sprawie nakładania grzywien w drodze mandatu karnego (Dz. U. Nr 20, poz. 201, z późn. zm.) czy ustawy kodeks postępowania w sprawach o  wykroczenia, nie sposób nie zgodzić się z tym stanowiskiem. Ministerstwo uważa, że przesłanie do właściciela pojazdu fotografii dokumentującej popełnione wykroczenie „byłoby sprzeczne z interesami organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości”. Z całą jednak pewnością ściganie przestępców czy tym bardziej osób, które popełniły wykroczenie, nie może jednak odbywać się z pokrzywdzeniem obywatela. Według obowiązujących przepisów kierowca, który otrzymuje mandat z fotoradaru ma obowiązek przyznania się do popełnienia wykroczenia  lub wskazania osoby, która w danej chwili kierowała pojazdem. Kierowca ma jeszcze trzecią alternatywę, czyli nie przyjęcie mandatu oraz odmowę wskazania kierującego pojazdem, co może narazić go na grzywnę do 5000 zł. Dla Generalnej Inspekcji Transportu Drogowego sprawa jest więc prosta. W rzeczywistości jednak sprawa często bywa znacznie bardziej skomplikowana.

Po pierwsze należy zwrócić uwagę na czas jaki upływa od chwili popełnia wykroczenia do dnia otrzymania przez właściciela pojazdu pisma z GITD.  Po  nowelizacja z 31 grudnia 2010 ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2010 r. nr 225, poz. 1466) nałożenie grzywny w drodze mandatu karnego nie może nastąpić po upływie 180 od ujawnienia czynu. W konsekwencji bardzo często otrzymamy mandat po upływie blisko 6 miesięcy. Organy państwowe wymagają oczywiście, aby właściciel pojazdu wskazał na osobę, która wówczas kierowała pojadę. Często z oczywistych względów nie jest to możliwe. Trudno bowiem oczekiwać, aby właściciel pojazdu prowadził ewidencję osób korzystających z jego auta.

Zastanowić należy się również, co w sytuacji kiedy jest kilku współwłaścicieli pojazdu. Pismo od ITD kierowane jest tylko do jednego z nich. Jeżeli nie będzie on pamiętał czy w tamtym czasie korzystał z pojazdu,  to chcąc uniknąć postępowania sądowego zmuszony będzie do przyjęcia na siebie tego mandatu. Ciężko stwierdzić na jakiej podstawie dokonywany jest również wybór jednego ze współwłaścicieli. Trudno wyobrazić sobie, że gdy z samochodu regularnie korzysta kilka osób, będą one pamiętały kto kilka miesięcy wcześniej kierował pojazdem.

Może zdarzyć się również sytuacja kiedy kierowca, omyłkowo poda dane osoby, która w chwili popełnienia wykroczenia, nie kierowała pojazdem. Mimo, iż kierowca działał w dobrej wierze i starał się uczynić zadość obowiązkowi nałożonemu na niego przez ITD to paradoksalnie jego odpowiedzialność może okazać się dużo bardziej surowa niż w przypadku odmowy podania żądanych informacji. Gdy właściciel nie ma wglądu do fotografii na tym etapie postępowania, ma również świadomość, że wskazując osobę trzecią, która nie kierowała pojazdem ryzykuje odpowiedzialnością karną. Oczywiście działanie to musi być celowe, ale w praktyce udowodnienie braku świadomości nie musi okazać się wcale proste.

Kilka miesięcy temu w Sądzie Rejonowym w Warszawie zapadł wyrok, w sprawie, w której właściciel pojazdu  odmówił wskazania osoby prowadzącej auto, ze względu na odmowę okazania mu zdjęcia z fotoradaru. Inspekcja Transportu Drogowego skierowała sprawę do sądu o ukaranie właściciela pojazdu grzywną,  za odmowę wskazania kierowcy. Sąd przyznał jednak rację właścicielowi pojazdu i orzekł, że ITD nie ma uprawnień, aby karać kogoś w takiej sytuacji. Świadomość prawna obywateli z roku na rok jest coraz większa i można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że coraz częściej sprawy przeciwko ITD czy strażą miejskim(gminnym) znajdować będą swój finał w sądzie.

Taki stan rzeczy naraża Państwo na wielotysięczne lub nawet wielomilionowe koszty związane z prowadzeniem ewentualnych postępowań w przedmiotowych sprawach. Należy zauważyć, że w sytuacji, gdy zdjęcie z fotoradaru faktycznie okaże się niewyraźne kierowca i tak uniknie odpowiedzialności. Generalna Inspekcja Transportu Drogowego zakłada jednak, że obywatel nie będzie zainteresowany procesem sądowym i dobrowolnie zapłaci mandat, nawet wtedy, gdy wykroczenia nie popełni. Z całą pewnością taka praktyka korzystnie oddziałuje na budżet państwa, ale godzi też w interesy obywateli.