Koniec z pozwoleniem na budowę. Czy są powody do obaw?

Właśnie weszły w życie istotne zmiany w prawie budowlanym. Sporo zamieszania wprowadzały liczne publikacje, traktujące o tych zmianach, które niemal codziennie pojawiając się na najpopularniejszych portalach internetowych. Czy rzeczywiście będzie to takie ułatwienia dla inwestorów i problem dla ich sąsiadów? Nowa regulacja już od dłuższego czasu szumnie zapowiadana była jako wielka rewolucja. Sztandarową i wydaję się najważniejszą zmianą jest rezygnacja z obowiązku z uzyskania pozwolenia na budowę w przypadku inwestycji polegających na budowie domów mieszkalnych jednorodzinnych. Nie będzie jednak tak, jak twierdzą niektóre gazety, że teraz „sąsiad będzie budował na swojej działce jak tylko mu się to podoba.”

Nowelizacja przepisów nie ma żadnego wpływu na inne obowiązki, które spełnić musi inwestor przed rozpoczęciem budowy. Ustawodawca przewidział bowiem, że do zgłoszenia zamiaru budowy budynku jednorodzinnego odpowiednie zastosowanie znajdzie przepis art. 33 ust. 2 ustawy prawo budowlane. Najważniejsze dla inwestora będą zazwyczaj poniższe punkty tego przepisu:

2. Do wniosku o pozwolenie na budowę należy dołączyć:
1) cztery egzemplarze projektu budowlanego wraz z opiniami, uzgodnieniami, pozwoleniami i innymi dokumentami wymaganymi przepisami szczególnymi oraz zaświadczeniem, o którym mowa w art. 12 ust. 7, aktualnym na dzień opracowania projektu;
2) oświadczenie o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane;
3) decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, jeżeli jest ona wymagana zgodnie z przepisami o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym;

Gwarantem zgodności z przepisami prawa budowlanego jest projekt budowlany wraz z załącznikami. Projekt budowlany musi być bowiem zgodny, odpowiednio z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego lub warunkami zabudowy, a także wszystkimi innymi powszechnie obowiązującymi przepisami. Architekt sporządzający taką dokumentację projektową podpisuje ją i tym samym przyjmuje na siebie odpowiedzialność za jej zgodność z w/w dokumentami. W obecnym stanie prawnym jest dokładnie tak samo. Urzędnik, najczęściej nie posiadają aż tak fachowej wiedzy jak osoba zajmująca się na co dzień projektowaniem, przyjmuje przedłożony mu projekt jako zgodny z obowiązującymi przepisami ograniczając się do zweryfikowania jego zgodności z warunkami zabudowy czy miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego.

Zgłoszenie budowy właściwemu organowi nie polega przecież tylko i wyłącznie na przystawieniu pieczątki przez urzędnika. Obowiązki pracownika otrzymującego dokumentację dotyczącą zgłoszenia budowy budynku mieszkalnego jednorodzinnego, nie ulegają w zasadzie większej zmianie w związku z wchodzącymi w życie zmianami w prawie budowlanym. W dalszym ciągu urzędnik ten zobowiązany będzie do zbadania prawidłowości otrzymanej dokumentacji. Jedyną różnicą będzie niemal wyłącznie brak konieczności wydawania decyzji o pozwoleniu na budowę. W przypadku jednak uznania, że z jakichkolwiek względów zgłoszenie nie jest w opinii urzędnika prawidłowe to przysługuje mu przecież możliwość wniesienia sprzeciwu. W konsekwencji spowoduje to konieczność uzyskania przez inwestora prawomocnej decyzji o pozwoleniu na budowę.

Największym z zarzutów z jakim spotyka się rezygnacja z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę jest brak wpływu właścicieli sąsiednich nieruchomości na ewentualne zgłoszenie sprzeciwu przez właściwy urząd. Faktem jest, że w przypadku zgłoszenia właściciele sąsiednich nieruchomości nie są stroną postępowania w rozumieniu ustawy prawo budowlane i nie będą otrzymywali żadnych pism związanych ze sprawą. Jednakże to właśnie urząd został powołany do tego, aby czuwać nad przestrzeganiem przez inwestorów przepisów prawa. Jeśli natomiast projekt budowlany jest zgodny zarówno z warunkami zabudowy/miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego oraz innymi regulującymi kwestie budowlane przepisami to nie ma podstaw, aby sąsiedzi sprzeciwiali się budowie. Dodatkowo brak obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę dotyczy tylko budowy budynku mieszkalnego jednorodzinnego których obszar oddziaływania mieści się w całości na działce lub działkach, na których zostały zaprojektowane. Jeśli więc w jakikolwiek sposób budowana nieruchomość miałaby oddziaływać na grunty sąsiednie to konieczne będzie uzyskanie pozwolenia na budowę.

W związku z pojawiającymi się zarzutami urzędnicy, przynajmniej w początkowym okresie obowiązywania znowelizowanych przepisów, będą bacznie przyglądać się zgodności z przepisami prawa realizowanej inwestycji.

Wbrew powszechnej panice zmiany te z pewnością niosą za sobą znacznie więcej korzyści. Przede wszystkim skrócą czas, jaki do tej pory musiał upłyną od złożenia przez inwestora dokumentacji do wydania decyzji o pozwoleniu na budowę.

Czy to koniec z problemami podczas głosowania w wyborach?

Po spadku emocji spowodowanych problemami, na które Państwowa Komisja Wyborcza napotkała w związku z liczeniem głosów w minionych wyborach Prezydent podjął pierwsze decyzje mające na celu wyeliminowanie takich sytuacji w przyszłości.

Jakkolwiek oceniać to, co wydarzyło się w ostatnich kliku tygodniach, przyznać należy, że tak długie zamieszanie z liczeniem głosów jest czymś niedopuszczalnym w demokratycznym Państwie. Prezydent Bronisław Komorowski słusznie więc jako głowa Państwa niezwłocznie przystąpił do działania zgłaszając projekt zmian do ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeks wyborczy (Dz. U. z dnia 31 stycznia 2011 r.).

Pierwszą z zaproponowanych zmian jest dodanie w ustawie Art. 16a § 1., zgodnie z którym wójt(prezydent, burmistrz) miałby zawiadamiać każdego wyborcę, co najmniej 10 dni przed datą wyborów, m.in. o sposobie głosowania właściwym dla przeprowadzanych wyborów, o warunkach ważności głosu oraz o możliwości wniesienia reklamacji w sprawie nieprawidłowości sporządzenia spisu. W świetle ilości głosów nieważnych przy okazji poprzednich wyborów wydaje się być to słusznym posunięciem. Trzeba jednak zastanowić się czy obywatel będący już zmęczonym, otrzymywanymi w ostatnich dniach przed wyborami dziesiątkami ulotek kandydatów, faktycznie podejdzie z uwagą do kolejnej broszury, która znajduje się w jego skrzynce. Konieczne było by więc zapewne wykonanie broszury informacyjnej, która wyróżniła by ją spośród niezliczonej ilości reklam kandydatów.

Innym bardzo słusznym posunięciem wydaje się planowany obowiązek umieszczenia na karcie do głosowania informacji o sposobie głosowania i warunkach ważności głosu. Utopijnym postulatem w przypadku kart do głosowania wydaje się propozycja, aby karta do głosowania była tylko jedną stroną. Wydaje się mieć to szanse powodzenia wyłącznie w wyborach prezydenckich lub wyborach do senatu. Oczywiście projekt zawiera możliwość odstępstwa, jeżeli konieczność taka wynika z liczby zarejestrowanych list kandydatów. Mając na uwadze doświadczenia poprzednich lat z całą stanowczością można stwierdzić, że Państwowa Komisja Wyborcza wyrazi zgodę na odstępstwo od tej zasady w przypadku wszelkich innych wyborów niż te w/w. Zmiana ta jest więc w naszej opinii wyłącznie kosmetyczna i ma na celu pokazanie, że w przepisy „wprowadzają” obowiązek stosowania jednostronnych kart.

Kolejne zmiany dotyczą działalności Państwowej Komisji Wyborczej. Zapewne słusznie wprowadzona miałaby zostać kadencyjność członków tego organu, która wynosiłaby 9 lat. Niestety projekt nie zawiera zakazu ponownego powołania na to samo stanowisko po upływie kadencji albo chociaż możliwości sprawowania funkcji członka PKW wyłącznie przez 2 kadencje. Co pokazuje przykład z ponownym przyjęciem części członków komisji, którzy zrezygnowali z pełnionych funkcji, osoby te nie będą raczej miały problemów z utrzymaniem swojego stanowiska. Określenie kompetencji przewodniczącego oraz jego zastępcy w komisji wyborczej, których dotychczas brak było w ustawie, traktować należy w kategorii naprawienia błędu poprzedniego ustawodawcy i nie wymaga chyba większego komentarza.

Trudno odnieść się jednoznacznie do zmiany liczby członków obwodowych komisji wyborczych. Do czasu ubiegłorocznych wyborów nigdy nie było problemów z liczeniem głosów, a w tym przypadku wynikało to niemal wyłącznie z błędu systemu, a nie ze zbyt małej ilości osób powołanych do ich liczenia. W zakresie składu obwodowej komisji wyborczej zaproponowana została jeszcze jedna zmiana zgodnie, z którą „powołuje się także jedną osobę wskazaną przez wójta spośród 5 pracowników samorządowych gminy lub gminnych jednostek organizacyjnych.”

Zaproponowana została jeszcze m.in. zmiana urn wyborczych, które miałby zostać wykonane z przezroczystego materiału, których wzór ustali Państwowa Komisja Wyborcza. To spowoduje wyłącznie konieczność przeprowadzenia kolejnego przetargu, a w praktyce zmieni bardzo niewiele. Osoby niezadowolone z wyników wyborów zawsze się znajdą, podobnie jak ci, którzy krzyczeli będą, ze wybory zostały sfałszowane. Zresztą nie nieopieczętowane urny były powodem zarzutów kierowanych w kierunku PKW, a wiele innych spraw, od których można odnieść wrażenie niektóre zmiany mają odwrócić uwagę.

Nie ulega wątpliwości, że zmiany w kodeksie wyborczym są potrzebne i pozytywnie należy ocenić samą inicjatywę projektu. Kierunek zmian też wydaje się być właściwym i bardzo możliwe, że przyczyni się do usprawnienia przebiegu całych wyborów. Kilka z propozycji prezydenckiego projektu wymagałoby jednak bardziej szczegółowego dopracowania.

Interpelacja w sprawie radarowego pomiaru prędkości

Wspólnie z Panem posłem Łukaszem Krupą przygotowaliśmy projekt interpelacji dotyczący sposobu przeprowadzania kontroli radarowych.

Poseł na Sejm
Rzeczypospolitej Polskiej
Łukasz Krupa

Szanowna Pani Marszałek!

Na podstawie art. 192 Regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (MP z 2002 r. Nr 23, poz. 398 ze zm.), kieruję do Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej Pana Nowaka interpelację w sprawie radarowego pomiaru prędkości na drogach w Polsce.
Nie ulega wątpliwości, że kontrole radarowe są konieczne celem poprawy bezpieczeństwa na drogach. Negatywnych skutków błędów w tych kontrolach nie mogą jednak ponosić uczestnicy ruchu drogowego, którzy stosują się do ograniczeń prędkości czy ci, którzy łamią je, ale w stopniu mniejszym niż wskazywałby na to pomiar prędkości. Nierzadko, ma miejsce sytuacja, w której kierowcy wyłapywani są spośród dużej grupy samochodów przemieszczających się równocześnie po dwupasmowej drodze. Wątpliwość budzi fakt skąd kierowca może mieć w takiej sytuacji pewność, że pomiar wskazany mu na radarze dotyczy jego pojazdu. Pojazdy poruszające się w kolumnie mają zbliżoną do siebie prędkość, najczęściej niewiele się od siebie różniącą. Precyzyjne namierzenie i wybranie konkretnego poruszającego się pojazdu nawet za pomocą lasera wydaje się zadaniem, które mogłoby sprawić trudność specjalnie wyszkolonym snajperom.

Równie istotny, zgodnie z informacją od producentów, jest kąt pod jakim ustawiony jest radar w chwili wykonania pomiaru. Policjanci lub inne służby dokonujące pomiarów zwykle starając się ukryć swoją obecność, stoją często w odległości blisko 10 m od krawędzi drogi, mierząc prędkość radarem przywiązanym do radiowozu kablem zasilającym. Nierzadko również kierowca zatrzymywane jest zaraz po opuszczeniu zakrętu, czyli w sytuacji, w której policjanci mogli wychwycić jego obecność wyłącznie za pomocą radaru. Wydaje się, że aby policjant zmierzył ze 100% pewnością prędkość kierowcy powinien on stanąć dokładnie na środku pasa ruchu, co oczywiście nie zawsze jest możliwe.

Problematyczne wydaje się również mierzenie prędkości, na krótkim odcinku, przez więcej niż jedno urządzenie rejestrujące. Popularne w ostatnimi czasie staje kontrolowanie kierowców za pomocą fotoradarów „kaskadowych”. Nie trzeba być jednak fizykiem, aby wiedzieć, że umieszczone na jednym odcinku drogi urządzenia radarowe działające w tym samym paśmie mogą się wzajemnie zakłócać. Jaka jest tutaj pewność kierowców, że w ich przypadku nie miała miejsca taka sytuacja.
Przedstawiając zwięźle wątpliwości wielu kierowców, uprzejmie proszę o odpowiedź na pytania:

1. Skąd zatrzymywany kierowca ma mieć pewność, że pokazany mu przy zatrzymaniu pomiar dotyczy właśnie jego pojazdu, a nie innego jadącego po tej samej drodze?
2. Jaka jest możliwość błędnego wyniku pomiaru w przypadku wykonania pomiaru pod kątem innym niż 0º i w jaki sposób może w takiej sytuacji bronić się kierowca?
3. Skąd pewność, że w przypadku wykonywania pomiarów metodą „kaskadową” nie występują zakłócenia między urządzeniami wpływające na jego wynik?